Brak produktów w koszyku.

Kalendarz Leonora Jiménez – transkrypcja

Kalendarz z Jeonorą Jimenez… no co tu dużo mówić. Chyba najbardziej spektakularna i pracochłonna sesję jaką w życiu zrobiłem. Mam nadzieję że nie jest ostatnia, bo to byłoby smutne, ale do tej pory najlepsza pod względem takiej złożoności i rozmachu. Po pierwsze no Leonora jest wspaniałą kobietą ma tą cechę, którą uwielbiam u kobiety, które są równie piękne co inteligentne. Ona właśnie ma niesamowite poczucie humoru, dystans do siebie. Świetnie nam się po prostu pracowało i to spowodowało, że no któregoś dnia musimy wreszcie zrobić jakąś sesję taką autorską, wspólną.

I nie trzeba było długo czekać, bo Leonora wyszła z propozycją, żebym zrobił z nią kalendarz. Kalendarz jest idealną formą jeżeli chodzi o środek przekazu dla fotografa, bo właściwie jest o niczym. W sensie może tam być wszystko o! Tutaj też Leo mówi – Szymon daj upust swojej wyobraźni, rób co chcesz. Ja wiedziałem z kolei, że ona jako modelka jako osoba też jest gotowa na wiele poświęceń i, że z nią można po prostu zrobić coś absolutnie wyjątkowego. Dlatego przyszedł mi na myśl taki koncert, który długo trzymałem z tyłu głowy czyli zrealizowania crash testu. Punktem wyjścia w tym momencie była cena filmowa czyli troszkę inaczej, niż w przypadku tych wcześniejszych moich opowieści o lokalizacji. Lokalizacja była drugim stopniem tutaj.

Najpierw była inspiracja filmowa czyli film Constantine, Keanu Reeves. Jest tam taka scena, gdzie jakiś obłąkany koleś wpada na środek drogi. W niego wpada samochód. Samochód w drobny mak rozwalony. Facet iidzie dalej niewzruszony. Wtedy na mnie to zrobiło dość duże wrażenie. I wtedy tak sobie pomyślałem, że gdyby to odtworzyć w fotografii to byłoby niesamowite. Tak jak podkreślam wielokrotnie za każdym płotem znajduje się mega fajna lokalizacja, którą można wykorzystać na sesję. Nie trzeba być w tym Nowym Jorku, Mediolanie czy Paryżu.Trzeba robić swoje. Ważne, że jak szukasz lokalizacji i masz szalony pomysł to generalnie nie mów za dużo tylko sprawiaj wrażenie poukładanego kolesia, który chce po prostu tutaj zrobić sesję artystyczną, bo ja powiesz za dużo to ludzie też mają wspaniałą wyobraźnię. Gdybym powiedział, że tu chcę zrzucić trzy samochody, rozbić je. Modelka będzie stała tam na górze i w ogóle, w ogóle. Jeszcze dźwig powinien tutaj wjechać na plan to oczywiście nikt by się nie zgodził. No i trzeba podkreślić że właśnie był to czynny plac, czynne złomowisko. Co to znaczy? To znaczy niesamowity hałas.

To było tak, że my się ledwo słyszeliśmy nawzajem. Nie można było się skomunikować, bo non stop był ten metal przerzucany z miejsca na miejsce, ładowany na ciężarówki itd. Ważne chyba też żeby powiedzieć, że to się nie dzieje tak z dnia na dzień. Ta sesja trwała 6 miesięcy. Jeden dzień zdjęciowy dwanaście zdjęć do kalendarza, ale żeby ten jeden dzień zdjęciowy wycisnąć jak cytryna żeby każdy wiedział co robi właśnie było 6 miesięcy przygotowań. Ponad. W styczniu zaczęliśmy rozmowy pierwsze z Leonorą, żeby to zrobić, a w lipcu realizowaliśmy zdjęcia. Także jak już wiesz co masz w głowie no dobra… chcę zrobić crush test. No to co potrzebujesz? Potrzebujesz crashed auto. Jak Crusher? No odpowiednio ,żeby to wyglądało tak, że ta osoba rzeczywiście wpadła w to auto. Czyli to nie może być byle jak rozbite auto. Trzeba było zrobić research po wszystkich lokalnych złomowiska, gdzie mają takie auta po dzwonie, który nie wiem skończył na drzewie albo na słupie. Także trzeba było to wszystko przeanalizować. Adam Kruczek pomógł mi spreparować takie bardziej profesjonalne storyboardy. Ja nie potrafię rysować, ale to nie przeszkadza mi widzieć, także ułożyliśmy z tego storyboardy, które ilustrują konkretne sytuacje, właśnie co się będzie działo podczas Crash Testu, to co się będzie działo na górce co się będzie działo jak ona walczy z tymi na przykład kleszczami, które imitują jakoś nie wiem siłę mechaniczną, z którą ona może się zmierzyć, zmagać. I to wszystko fajnie się złożyło w jedną historię. W tym przypadku do projektu zaangażowałem Marcina Kulaka, który jest też wybitnym stylistą z Krakowa. On z kolei ma fantastyczne rozeznanie wśród rodzimych polskich twórców jeżeli chodzi o dziwne stroje . Dziwne zupełnie nieużyteczne stylizacje, które z kolei na zdjęciach czy w filmach robią niesamowitą robotę. I mając jak gdyby rzucony temat tylko ramy złomowisko coś bardzo technicznego może trochę futurystycznego zaprosił do współpracy Katarzynę Konieczkę, Halinę Mrożek no niesamowite osoby, które robią unikalne rzeczy na skalę światową i też idealnie się wpisują w całą koncepcję.

Gdyby nie to zupełnie inaczej ta sesja by wyglądała i miałby takiego mocnego wyrazu. Pilnujcie zawsze… ja zawsze pilnuje, staram się pilnować osób, które robią Makeup fryzury i stylizacje. Żeby każdy był cały czas na takim wiecie… podwyższonym alercie pilnować detali, bo w tym amoku mówisz sobie…jest świetnie złomowisko tu latają samochody rozwalamy wszystko, gdzieś tam jak dasz się ponieść emocjom po prostu zgubisz trzeźwe spojrzenie na to co robisz. Trzeba być cały czas nisko, nie w chmurach. Tu na ziemi. Mówisz sobie tak tak… zobacz to, popraw to! Przekręć się, zrób inaczej. Jak coś nie idzie kolejna ważna rzecz zresetować się dać sobie chwilę przerwy. Robimy jeszcze raz, inaczej. To, że to jest na kartce papieru na storyboardzie wygląda dobrze to nie znaczy że to musi zagrać. Także niektóre rzeczy po prostu nie wychodzą i miej świadomość czasu, że to trwa kurcze masz te parę godzin musisz zrobić swój plan. Zrobisz coś innego i też będzie zajebiste.

Akurat w tej sesji jest trochę postprodukcji. No nie da się ukryć zwłaszcza scena crush testu, gdzie Leona wpada z impetem w auto jest tak zrobiona, co fajnie widać na bekstejdżu, że odpowiednio trzeba było ułożyć auto żeby ten impet zasugerować w obrazku. Gdyby ono stało na ziemi to by nie było to. Ono musiało być już w trakcie zderzenia. Żeby dopełnić tej dynamiki, takiego dramatyzmu no trzeba było wykonać właśnie postprodukcję polegającą na rozbijaniu się tych drobnych elementów, które lecą z impetem w stronę modelki. Tutaj też fajna anegdota myślę, że właśnie żeby dopełnić tej twojej wizji…trzeba iść do końca na maksa konsekwentnie żeby ona faktycznie była taka jaką miałaś ją w głowie zanim nacisnąłeś spust migawki czyli robiłem casting na trzech retuszerów zanim powstało finalne żeby zobaczyć jak… i tu znowu było bardzo ciekawe doświadczenie, że każdy z retuszerów inaczej zinterpretował tą sytuację.

Auto jak dokładnie zwrócicie uwagę na bekstejdżu nawet koła nie ma przedniego. To koło trzeba było wmontować z innego auta żeby to wszystko było takie spójne i fajne. Także tylko jeden z tych trzech chłopaków był najbliżej tej mojej wizji i to jak gdyby poszło w świat. To jest niesamowite też że ta fotografia później była jedną z pierwszych, którą sprzedałem do prywatnej kolekcji jako unikat. Czyli coś faktycznie dostrzegł w tej kompozycji w tym finalnym efekcie coś absolutnie wyjątkowego.

Zobacz zdjęcia!